SPORT - komentarze, opinie

zd16
zd17
zd18

Trening oddechu w sztukach walki, w ćwiczeniach zdrowotnych i wzmacniających.
2. Sceneria ćwiczeń

     „Nad pirenejską wioską liczącą 200 mieszkańców, której nazwę wolałbym przemilczeć, zapada właśnie zmierzch. Niedawno kupiłem tu stary wiatrak przerobiony na dom”. „Kładę się nad brzegiem strumyka, przepływającego obok wiatraka. Wstaję i idę poćwiczyć kyudo, rodzaj medytacji z łukiem i strzałą, co zajmuje mi ponad godzinę dziennie”. (Paulo Coelho, Być jak płynąca rzeka).
      Każdy może odkryć własną metodę odzyskiwania równowagi.  Ćwiczenia oddechowe przynoszą korzyści, nawet jeżeli nie są wykonywane regularnie. Strategia małych kroków bywa skuteczna. W ciągu dnia jest wiele sytuacji, gdy można wykonać stosunkowo proste ćwiczenie (najlepiej na świeżym powietrzu) polegające najpierw na lekkim, a później nieco głębszym wciąganiu brzucha przy wdechu i uwypuklaniu przy wydechu. 
      Ćwiczenie warto wykonać od razu, niekoniecznie czekając na dogodny moment lub korzystną scenerię. 
      Tylko czasem zdarza się sytuacja komfortowa, gdy możemy odpoczywać i ćwiczyć w szczególnych warunkach. Szukajmy miejsc, które inspirują, dają siłę, twórzmy takie miejsca.      
      Ponadto, nie zrażajmy się tym, że popełniamy błędy, każda odrobina sukcesu powinna cieszyć. 

Trening oddechu w sztukach walki, w ćwiczeniach zdrowotnych i wzmacniających.
1. Wzorce

      Wiadomo, że brak płynności oddechu wpływa negatywnie na umysł i ciało. 

W sztukach walki, gdzie następuje użycie oddechu w szczególnych celach, panowanie nad oddechem, jego zsynchronizowanie jest jednym z podstawowych czynników. 


Rysunek: A. Janicka, na podstawie dawnych ilustracji

       Jako przykład znaczenia praktyki oddechu warto przytoczyć fragmenty słynnej książeczki Eugena Herrigela  – Zen w sztuce łucznictwa: ” Nie potrafisz –  powiedział Mistrz – bo źle oddychasz. Wdychaj i wydychaj w sposób ciągły, w rytmie, który stopniowo sam się ustali. Jeśli będziesz oddychał prawidłowo, poczujesz, że z każdym dniem łatwiej ci się strzela”. 
„A więc o to szło: nie o sztuczkę techniczną, którą próżno starałem się podpatrzeć, lecz o panowanie nad oddechem – umiejętność, która wyzwala i otwiera dalekosiężne możliwości”. 

      W chińskiej gimnastyce, już w odległych wiekach przed naszą erą, zalecano różne ćwiczenia w łączności z technikami oddychania (także z innymi metodami, np. dietetycznymi). Jedno z dzieł klasycznej literatury chińskiej z okresu przed naszą erą, opisuje system wdychania i wydychania powietrza, prowadzący do osiągnięcia „siły niedźwiedzia” i długowieczności. Zapisy z tego okresu, odnoszące się do zapobiegania chorobom i leczenia, przedstawiają konkretne ćwiczenia tworzące całość z określoną techniką oddychania. Już wówczas stosowano wiele sposobów oddychania, dążąc do uzyskania jak najlepszej wymiany i przyswojenia powietrza, a nawet do ukierunkowania wytworzonej w ten sposób energii do różnych narządów. 

      Patrząc wstecz, z perspektywy kolejnych wieków można powiedzieć, że gdy chodzi o obserwacje i przemyślenia nie tak wiele w głównych założeniach się zmieniło. Bardzo dużo jednak w drodze wnikliwych studiów, badań, prób i obserwacji się nauczono. 

      W kolejnych fragmentach notatek i uwag będę starał się przybliżać te zagadnienia, które pozornie mogą wydawać się nieco dziwne, jednak niewykluczone, że mogą okazać się przydatne. 

Kwestie mentalne mogą odmienić grę.

      Rozpocznijmy od ogólnych kwestii dotyczących uczenia się, zaznaczając, że nie chodzi zasadniczo o wykorzystanie technik rodzaju tych, które mają zwiększać szybkość zapamiętywania informacji. Nie oznacza to oczywiście, że można w jakikolwiek sposób negować znaczenie rozwijania możliwości pamięciowych. Jest to ważne zagadnienie, zwłaszcza w odniesieniu do sytuacji i czynności, które wiążą się z koniecznością uwzględniania dużej ilości danych, czynników, elementów. 

      Skoro ten aspekt już się pojawił, warto w pewnym stopniu go uporządkować. W opracowaniach dotyczących rozwoju organizacji opartych na wiedzy (P.F. Drucker, „Zarządzanie XXI wieku – wyzwania”) wskazuje się, że istnieją uzasadnione powody, aby sądzić, że rzadkie jest połączenie preferencji zarówno wzrokowych jak i słuchowych, najczęściej – nie zdając sobie z tego nawet sprawy – jesteśmy albo wzrokowcami albo słuchowcami w sferze poznawczej. Przykłady pokazują też, że tego rodzaju brak świadomości może powodować nawet problemy w sferze praktycznej. W pracy związanej z porządkowaniem informacji, rozstrzygnięcie, czy opieramy się na referowaniu ustnym zagadnień przez współpracowników, czy też na formie pisemnej sprawozdania, może mieć istotne znaczenie dla zdolności rozwiązywania problemów. Nawet w takim wymiarze ujawnia się myśl, że nie istnieje jeden wspólny dla wszystkich przepis na zwiększanie efektów uczenia się. Jeszcze ogólniejsza refleksja dotyczy tego, że rozpoznanie własnych możliwości lub możliwości osób, na których rozwój możemy wywierać wpływ, w wielu dziedzinach stanowi zasadniczy warunek powodzenia. 

      Aby nie skupiać się ponad pierwotny zamiar na kwestii poszerzania zdolności przyswajania informacji, warto dodać, że niektóre techniki, np. oparta na budowaniu wyobrażeń w odniesieniu do tego, co chce się zapamiętać, mogą znajdować nawet mniej oczywiste zastosowania. Z kwestią przydatności wizualizacji spotykamy się w różnych obszarach rozwijania umiejętności. W teorii treningu sportowego wskazuje się na łatwiejszą przyswajalność języka obrazów, a co za tym idzie, na potrzebę wysyłania tego rodzaju komunikatów. W godnej polecenia pozycji „Wewnętrzna gra: tenis. Trening mentalny w życiu i sporcie”, W. Timothy Gallwey wielokrotnie podkreśla wartość wyobrażania sobie rozwiązań, nie tylko celu, który zawodnik chce osiągnąć, ale nawet tak daleko idących elementów jak przebieg toru, który piłka powinna przebyć, aby trafiła w wybrane miejsce kortu. Wizualizacja w uczeniu się elementów praktycznych pozwala wytworzyć pewien obraz, który wykonawca potrafi następnie wielokrotnie realizować. Sport jest oczywiście tylko przykładem zastosowania tego, o czym mówimy. Metody, na które wymieniony trener tenisa zwrócił uwagę, zaciekawiły wielu ludzi i rozwinięte zostały w odniesieniu do różnych dziedzin (np. P. Pilipczuk „Współczesna mitologia coachingu”), stąd opinia, że coaching przyszedł ze sportu. 

      Kolejnym ważnym punktem w zakresie uczenia, poszerzania umiejętności jest rola osoby udzielającej wskazówek, nauczyciela, trenera. T. Gallwey, w oczywiście trafny sposób zauważa, że identyczne wskazówki nie we wszystkich sytuacjach i nie w odniesieniu do wszystkich przyniosą podobne efekty. Większe doświadczenie jednej osoby może pomóc innemu człowiekowi, jeżeli będzie wspierało naturalny proces uczenia i w niczym go nie zakłócało. Zastanawiając się nad tym, warto przypomnieć powiedzenie, że „żaden nauczyciel nie jest większy od naszego własnego doświadczenia”. P. Pilipczuk (trener międzynarodowej szkoły coachingu) odnosząc się do sportu, ale też zastrzegając, że dotyczy to innych dziedzin, zwraca uwagę, że zawodnik czasem ma trudny moment i traci wiarę w siebie i w swoje możliwości. Wielka prawda tkwi w tym, że trener tego zawodnika nie może przestać wierzyć w niego i w jego możliwości. P. Pilipczuk dodaje, że jeżeli trener przestaje wierzyć w zawodnika, nie może być dłużej jego trenerem. 

      Bez względu na to, jakiej dziedziny dotyczy uczenie się lub poszerzanie umiejętności, jeżeli mamy do czynienia z pracą twórczą, odczuwamy większą satysfakcję z własnego wysiłku i przynosi to także trwalsze efekty. Często wcześniejsze zainteresowanie stroną praktyczną zagadnienia, zwiększa w sposób naturalny motywację do dalszych dociekań i poszukiwania odpowiedzi na pytania. Wydaje się też, że metoda zawierająca większy zakres samodzielności i własnej inwencji, jest skuteczniejsza, podobnie, lepiej jest gdy dochodzi się do czegoś samemu niż gdy podaje się tylko określoną wiedzę. Podkreśla się, że przyczynowość ułatwia zapamiętywanie, mózg musi wykonać mniej pracy, żeby zachować informację (N. N. Taleb). Sięgając do tzw. złotych myśli, warto przypomnieć, że „to co jest wielokrotnie powtarzane, staje się znane, aby jednak osiągnąć zaplanowany rezultat, należy to czynić ze zrozumieniem”. 

      Analizując uczenie się w ramach organizacji, zauważa się, że człowieka może zmotywować jedynie wizja osobista i poczucie, że współtworzy się cel tej organizacji. Ta myśl odnosi się do wielu miejsc i dziedzin. Peter F. Drucker, nazywany ojcem nowoczesnego zarządzania, podkreślał, że bez względu na to, jakiej sfery uczenie się dotyczy, można sformułować kilka wspólnych wniosków. Pierwszy jest taki, że należy koncentrować się przede wszystkim na silnych punktach i pracować nad ich wzmocnieniem. Nie jest często wcale dużym krokiem przejście od sprawności do doskonałości. Obecna tendencja w kierunku specjalizacji, potwierdza to. Drugi wniosek jest taki, że źródłem porażek bywa często pogarda dla wiedzy (umiejętności) spoza własnego, ścisłego zakresu działania. Nie trzeba czasem zbyt dużego wysiłku, aby pokonać zupełną niekompetencję, co może wystarczyć. Przenosząc to na gry zespołowe, można odwołać się do powszechnej opinii o decydującym (w sensie negatywnym) najsłabszym ogniwie w drużynie. Kolejnym, ważnym punktem jest eliminowanie działań i przyzwyczajeń, które ograniczają skuteczność, można tu wymienić np. brak tzw. kompetencji miękkich (ten zarzut bywa też nadużywany). Jeszcze jedna uwaga natury ogólnej (uniwersalnej) związana jest nie tyle z przyswajaniem wiedzy lub umiejętności, ile z jej wykorzystywaniem. Dostrzega się, że z uwagi na własne predyspozycje (także ograniczenia) warto wystrzegać się niektórych dziedzin lub miejsc, gdyż w tych obszarach raczej nie uda nam się spożytkować własnych umiejętności i nie osiągniemy wyników. 

Podsumowanie

Większa efektywność w zdobywaniu (poszerzaniu) wiedzy, umiejętności i kompetencji zależy od wielu czynników. Na szereg z nich zwrócono uwagę. P. Pilipczuk odnosząc się do udziału w różnego rodzaju kursach i szkoleniach, zwraca uwagę na jedną z pułapek. Polega ona na uczestniczeniu ciągle w kolejnych formach, bez pozostawienia sobie czasu na asymilowanie wiedzy i refleksję co dalej może okazać się przydatne. Rodzi się nawet pewien bałagan, powodujący, że maleje pewność siebie i poczucie, że coś się ogarnia. T. Gallwey zwraca uwagę, że proces uczenia się (tam, gdzie jest to tylko możliwe) powinien zachować swój naturalny i swobodny charakter. Powinna cechować go kreatywność, spokój i harmonia.

Mundial Messiego, Scaloniego, Deschampsa, Regraguiego i Dalica

      O Leo Messim można by pisać długo, ale można też nie pisać wcale. Każdy kto śledzi jego karierę i obiektywnym okiem obserwuje to, jak Argentyńczyk tworzy na katarskich mistrzostwach historię, z pewnością definitywnie utwierdził się w przekonaniu o jego wyjątkowości. Jest jedyny: dziś, dziesięć lat temu, pięć lat temu. Również w kontekście wszechczasów i niezależnie od tego, czy w niedzielę wzniesie puchar on, czy Hugo Lloris, Messi jest najlepszy. Proste. Natomiast wskazanym w nagłówku trenerach i ich reprezentacjach można, a wręcz należy poświęcić trochę uwagi, bo taka refleksja może doprowadzić do wniosków wyłącznie konstruktywnych, miejmy nadzieję, że i trafnych. Po kolei.

      Tak, jak i za same mistrzostwa, pomimo wyjścia z grupy, jak i szczególnie za to, co dzieje się wokół naszej kadry już po odpadnięciu z mundialu, krytyka Czesława Michniewicza wydaje się być w pełni uzasadniona. Mimo wszystko uważam, że Michniewicz prawidłowo odczytał pewną tendencję poprzez ocenę jaki styl gry może pomóc w osiągnięciu zamierzonego rezultatu. Można się z tym spierać, jednak w gronie półfinalistów znalazły się trzy reprezentacje stricte defensywne i jedna semi defensywna. Jako tę ostatnią należy traktować Francuzów. Grubą kreską należy jednak zaznaczyć, że każdy z tych zespołów świetnie gra w piłkę, a o tym najzwyczajniej w świecie nasz selekcjoner zapomniał. Zapomniał, że gra w piłkę polega na… graniu w piłkę, niezależnie od taktyki, która określa proporcje w ataku i obronie, reakcje na straty itd. Czwórka wyżej wskazanych trenerów pokazała jak wykorzystać potencjał drzemiący w ich drużynach i choć nie sposób porównywać możliwości walecznych Chorwatów z umiejętnościami Francuzów, czy niektórych Argentyńczyków, każdy z tej czwórki wykazał się kunsztem. Dla porównania, potencjału swoich graczy nie wykorzystał trener Anglików, Gareth Southgate, dla których ćwierćfinał z całą pewnością to za mało oraz Tite. Ten drugi z kolei dokonał błędnej oceny sytuacji, pozwalając swoim zawodnikom grać tak, jak mają to w naturze przez 120 minut. Tej jednej minuty w meczu z Chorwacją zabrakło, byśmy mogli po dziś dzień na mundialu oglądać Canarinhos. Oczywiście, gdyby piłka po strzale Petkvica nie odbiła się od nogi Marquinhosa, moglibyśmy być może dywagować o tryumfie samby nad futbolem zorganizowanym, jednak fakty są jaki są i te zawsze się obronią.

      Selekcjonerów Maroka i Chorwacji można wrzucić do jednego worka – od kilku dni niezwykle ekskluzywnego. Maroko pokazało w meczu z Francją, że nawet jako zespół prowadzący grę, utrzymujący się przy piłce w środku pola dłużej niż rywal, również potrafią grać. Walid Regragui przez większość turnieju prowadził swój zespół jednak w określony, defensywny sposób. Marokańczycy bronili całym zespołem, po czym wyprowadzali zabójcze kontrataki, powiedziałbym, że wręcz innowacyjne, bo nie oparte na sekwencji kilku szybkich podań, tylko przeciwnie, oparte na indywidualnych popisach swoich narodowych bohaterów. Zwrócić należy również uwagę na sposób wykonywania rzutów wolnych. Zyiech, uderzając stojącą piłkę z bocznych sektorów, nie wrzucał, tylko celował w światło bramki, a podczas lotu tak uderzonej piłki, najwyżsi z Marokańczyków starali się ją strącić. Mecz z Belgią świetnie to obrazuje. Dalić natomiast zdaje się wycisnął z Chorwatów ile tylko się dało. Zespół oparty na fenomenalnych pomocnikach, w szczególności na Luce Modricu długimi fragmentami meczu z Brazylią prezentował się świetnie dzięki swej organizacji. Na mundialu brakowało im czasami tylko przebojowości i typowej dziewiątki. Dalica należy pochwalić przede wszystkim za to, że pomimo braku wybitnych jednostek w formacji ataku, zdołał ponownie zajść ze swoją drużyną aż tak daleko. Mimo wszystko celowo ustawiłem Dalica w nagłówku na ostatnim miejscu, bowiem moim zdaniem, gdyby mundial miał w najbliższą niedzielę nie się zakończyć, a ponownie zacząć, nie zdziwiłbym się gdyby Chorwaci zaszli co najwyżej do 1/8 finału. Mogliby też ponownie dojść do ostatniej czwórki, ale proszę przypomnieć sobie mecz ze słabszymi niż zawsze Belgami. Gdyby Lukaku zrobił w tym meczu choć raz co do niego należało, to o Chorwatach mówilibyśmy dziś jako o rozczarowaniu. Należy im się oczywiście wielkie uznanie, bo choć mam wątpliwość, czy gdyby mundial zaczynał się ponownie w przyszłym tygodniu, wyszliby z grupy, to fakty – które same się bronią – są takie, że pomimo braku nawet nie napastnika, a napastników, po raz kolejny osiągnęli sukces.

      Czas na Scaloniego i Deschampsa. Jeden i drugi poświęcili coś, by zyskać coś innego, ważniejszego. Scaloni jako pierwszy argentyński selekcjoner wykorzystał możliwości Leo Messiego, dobierając pozostałą dziesiątkę zawodników, jak i taktykę w taki sposób, by ten mógł spacerować przez pół meczu, a przez drugie pół być najlepszym piłkarzem globu. Deschamps natomiast zrezygnował z huraoptymistycznej gry, prawidłowo oceniając, że francuscy piłkarze indywidualnie nie są aż tak potężni jak przed czteroma laty. Na przykład Olivier Giroud, choć fantastyczny na tych mistrzostwach jak nigdy dotąd, po 15 kolejkach Serie A może pochwalić się dość skromnym dorobkiem 5 bramek dla AC Milan. Po 14 kolejkach rozgrywek La Liga Griezmann również ma na swoim koncie 5 bramek, jednak nie dyspozycja strzelecka, a to, jak umiejętnie wykorzystał go Deschamps jako zawodnika środka pola zasługuje na uwagę. Zawodnik Atletico Madryt jest wszędzie. Broni w piątce, by chwilę później ponownie kreować grę na wysokości pola karnego przeciwnika. Jest dla swojej reprezentacji swoistym odpowiednikiem Rodrigo De Paula, choć ich porównywanie może co najmniej zaskakiwać. Obaj są jednak dla swoich drużyn niezastąpieni. W kontekście Francji należy się przede wszystkim skoncentrować na dwóch innych zawodnikach: Julesie Kounde i Ibrahimie Konate. Mówiąc o Kounde należy dostrzec swoistą hybrydę w ustawieniu Francuzów, którzy bronią czwórką obrońców, atakują trójką. Takie rozwiązanie formacyjne pozwala na szerokie ustawienie Dembele w ataku i przede wszystkim na grę Griezmanna w środku pola, który broniąc, gdy Francja ustawiona jest w średnim pressingu, przejmuje rolę skrzydłowego, natomiast gdy Francja broni nisko, ustawiony jest niżej. Specyfika gry Kounde pozwala również podejść wyżej Theo Hernandezowi, który błyszczy w ofensywie i wspiera Mbappe w atakach lewym skrzydłem, choć to nie do końca ekwiwalentna relacja. Artykuł o wpływie Kounde na grę reprezentacji Francji zatytułowałbym tak jak słynny film z Ashtonem Kutcherem w roli głównej. W kontekście Konate należy docenić rolę Deschampsa, który poprzez swoje decyzje personalne w trakcie mundialu sprawił, że ten, pomimo, że przez większość mistrzostw pełnił rolę rezerwowego, dzięki świetnej dyspozycji i rytmowi meczowemu, mógł być wręcz liderem formacji defensywnej Francuzów w półfinałowym starciu z Marokańczykami, którzy prezentowali się na tyle dobrze, że gdyby obok Varane wystąpił stoper nieograny, prawdopodobnie znaleźliby drogę do bramki strzeżonej przez Llorisa. Scaloni natomiast odrzucił typową dla południowców butę i wyciągnął wnioski z pierwszego meczu z Arabią Saudyjską i na każdy mecz wybierał jedenastkę dostosowaną do stylu gry przeciwnika. Umiejętnie rotował przy tym ustawieniem, reagując na przebieg meczów poprzez dołożenie do dwójki Otamendi – Romero trzeciego obrońcy, równie świetnego Martineza. Znalazł miejsce w podstawowym składzie dla przebojowych Alvareza i Fernandeza, kosztem Di Marii i Lautaro Martineza, bez których, przed mundialem trudno byłoby sobie wyobrazić podstawową jedenastkę Albicelestes. Podobnie bezbarwny w pierwszym meczu Taglafico usiadł na ławce. Scaloni zatem reagował i jego umiejętność asymilacji może doprowadzić Argentynę na sam szczyt.

      Czas na konkluzje. Mundial stawia pytania i udziela na nie odpowiedzi. Pytań jest wiele, a odpowiedź na to najważniejsze poznamy już w niedzielę. Myślę, że wygra Argentyna, której zresztą tego życzę. Szczególnie Messiemu. Mundial postawił też pytanie, na które musimy odpowiedzieć sobie sami. Czy myśl Guardioli, tak skrzętnie propagowana przez środowisko trenerskie jest aby adekwatna, względem potencjały, którym dysponujemy w Polsce, którym trenerzy dysponują w Maroku, w Chorwacji, czy w Japonii. Mundial mówi, że nie. Mundial mówi, że to jak grają wcześniej wymieniane reprezentacje jest dobre i skuteczne, na swój sposób piękne, pobudza wyorbraźnię. Oczywiście, gdy katarskie mistrzostwa staną się przeszłością, a kibice piłkarscy ponownie będą emocjonować się przede wszystkim tym, co następuje po hymnie Champions League, trochę zapomnimy o Scalonim, Deschampsie, Regraguim i Dalicu, ponownie będziemy zachwycać się nad dominacją zespołów zbudowanych za kolosalne kwoty, jednak kto z nas ma w kieszeni miliony? Odpowiedź jest oczywista. Mamy natomiast – w odpowiedniej skali – Ounahiego, który jeszcze przed chwilą występował na poziomie trzeciej ligi francuskiej w barwach Avranches, Amrabata, Saissa, Juranovica, a na ławce Orsica i to z nich i z nimi mamy budować.

Przegrana nie tylko w świetle jupiterów.

Problem jest istotny; każdy odczytuje go nieco inaczej, ale co do zasady się zgadzamy. To jedyny pozytyw tego, co się wydarzyło. 

      Piłka nożna nie jest najważniejsza, nie każdy musi zostać mistrzem, jednak przy takiej okazji dużo można światu pokazać, warto zadbać o własny wizerunek. Nie będziemy pochylali się nad kwestiami oczywistymi. Wiele opiera się na sposobie myślenia. 

      Może jest także pozytyw drugi, taki mianowicie, że czasem kryzys okazuje się szansą. Rzeczywistość brutalnie zmusza nas do bardziej trzeźwego spojrzenia. Bardziej, a nie bardzo, bo próby objaśniania rzeczywistości często się zdarzają. Niekiedy zamiast godnego podejścia post factum. 

      Potencjalne scenariusze na przyszłość są różne. Pojedyncze mecze i indywidualne dokonania pokazują, że może być inaczej. Tak naprawdę mamy jednak do czynienia z długotrwałymi zaburzeniami, które czasem prowadzą do głębokiej zapaści, jaką widzieliśmy podczas meczu z Japonią na poprzednim z Mundialu i z Argentyną ostatnio. Czy potrzeba aż takiego uwypuklenia złych tendencji i kiepskiego stylu (dla kontrastu widzimy, jak gra i walczy większość drużyn).

      Nawiązując na koniec do kwestii szans na zmianę sposoby bycia, być może trzeba po prostu przyznać się do błędu i stwierdzić, że jakiś czas temu mylnie oceniliśmy, że taka możliwość zaistniała. Zobaczymy, czy z kolejnej lekcji coś wyniknie. 

przed Mundialem

Dawne gry piłkarskie - zajęcie przyjemne i traktowane poważnie.

      Najstarszą pisaną wzmiankę o zabawie i grze w piłkę znajdujemy w piramidzie z 2500 r. p.n.e. Egipcjanie nie podawali w tekstach hieroglificznych precyzyjnych danych, jednak sądzi się, że gra w piłkę należała do elementów wychowania, a chłopcy realizowali za jej pomocą naturalny pęd do rywalizacji. Dziewczęta również grały w piłkę przy okazjach związanych z kultem. Przechodząc do innego miejsca, warto odnotować, że najstarszy wizerunek piłkarza pochodzi z Chin, jak się uważa kolebki tego sportu, ze zbliżonego okresu historycznego. Około 200 r. p.n.e. znany był w Chinach podręcznik gry w piłkę, wymieniający obok najbardziej zasadniczych naruszeń przepisów, program treningowy, a także ok. 70 typowych zagrań. Gra w piłkę traktowana była w wojsku cesarskim jako powszechna zaprawa wojskowa. Z kolei w starożytnej Japonii, gra w piłkę nożną nazywana „Kemari” uprawiana była głównie na terenach świątynnych i miała znaczenie kultowe. Boiskiem był piaszczysty plac o wymiarach 14m na 14m, na którym gracze w liczbie 4 – 6 starali się jak najdłużej utrzymać piłkę w powietrzu. Przekazy z tego okresu potwierdzają, że piłka spadała na ziemię często dopiero po 300-400 kopnięciach. Tytułem dygresji, warto zauważyć, jak duża jest obecnie sprawność zawodników azjatyckich podczas gry w popularną „siatkonogę”. Trudno powiedzieć, dlaczego samurajowie stali się wielkimi pasjonatami Kemari. Może liczył się duch rywalizacji, a może tylko dobra zabawa. 

      Możemy patrzeć na przedstawione fakty jako na ciekawostkę, ale w jeszcze innym miejscu świata, mianowicie w starożytnej Grecji, piłka była wręcz ćwiczeniem wojskowym albo też zajęciem zalecanym przez lekarzy w celach zdrowotnych. W znanej z surowych reguł Sparcie, grę w piłkę nazywano nawet wojną na piłki i traktowano jako ćwiczenia paramilitarne. Z kolei w wojsku rzymskim, gra o nazwie „harpaston”, przypominała nieco dzisiejsze rugby. Warto dodać, że znacznie później do Anglii i Francji przeniknęły różne formy gier z piłkami, znane wcześniej Grekom i Rzymianom. Jest to już jednak dalsza historia. 
Kontrast między grą w tamtych czasach i obecnych jest bardzo duży, ale zarówno wtedy jak i obecnie gra w piłkę stanowiła formę zabawy, podnoszenia sprawności, a umiejętności w tej dziedzinie zawsze budziły entuzjazm. 

      Gry z piłkami znane były Indianom. Około 400 r. n.e. Indianie Uitoto znali grę polegającą na podbijaniu piłki kolanami, tak aby piłka jak najdłużej pozostawała w powietrzu. Tytułem dygresji warto zauważyć, że Hiszpanie słyną z wielkich umiejętności technicznych być może dlatego (mówiąc z przekąsem), że w 1529 r. Hernan Cortez przywiózł do Hiszpani Azteków, którzy występowali przed dworem królewskim wykazując się wielką zręcznością w odbijaniu piłki tam i z powrotem przy pomocy pośladków. 

      Najstarszy wizerunek gry w piłkę w Anglii pochodzi z XIII w., jednak już wcześniejsze opisy świadczą o tym, że młodzież opuszczała Londyn, aby na otwartej przestrzeni zajmować się grą w piłkę. Nie można ukrywać, że reguły tej gry (a w zasadzie brak ścisłych reguł) powodowały, że była to w tamtym okresie gra bardzo twarda. Gra w piłkę była ulubionym zajęciem studentów, którzy w XIX w. grali w piłkę na różnych boiskach i w bardzo zróżnicowany sposób. 

  We Florencji grano w piłkę nożną pod nazwą „calcio” na boisku przypominającym scenę teatralną.

    Nawet sceptycy muszą przyznać, że nie da się w zupełności pozostawać w izolacji wobec tego rodzaju zjawiska oraz wydarzenia, które przez miesiąc będzie miało miejsce w Katarze. 

Porozumienia sportowe i niesportowe.

      UOKiK twierdzi, że na podstawie wspólnych ustaleń klubów, w sezonie 2019/2020 dokonano czynności wypowiedzenia kontraktów bez wypłaty części wynagrodzenia. Uzgodnienia wyeliminowały możliwość przejścia zawodników do innej drużyny. 

      Nie skupiając się na ocenie zaistniałej sytuacji, zwłaszcza, że decyzja nie jest prawomocna, warto zwrócić uwagę na aspekt, którego podmioty sportowe najprawdopodobniej nie doceniły. 

      W uzasadnieniu UOKiK podkreślono, że kluby sportowe są przedsiębiorcami w rozumieniu prawa. Działając w ten sposób, w jaki działały, mogły wyeliminować czynniki istotne z punktu widzenia reguł konkurencji. 

      Trzeba pamiętać, że już w wyroku ETS z 12.12.1974 r., sport został uznany za rodzaj działalności gospodarczej. Wiele razy w orzecznictwie europejskim, w odniesieniu do kwestii związanych ze sportem, pojawiały się wątki dotyczące np. swobodnego przepływu zawodników i reguł konkurencji. Niektóre kwestie z pewnym trudem uzyskiwały taki kształt, jaki mają obecnie. Dla przykładu, w sprawie C-325/08 Bernard, Trybunał Sprawiedliwości uznał, że przepisy transferowe Francuskiego Związku Piłki Nożnej ograniczają możliwość transferu młodego zawodnika do drużyny z innego kraju i naruszają zasadę swobody przepływu pracowników. 
      Znany przykład dotyczy próby wykluczenia przez Międzynarodową Unię Łyżwiarską zawodników za udział w zawodach organizowanych przez inne podmioty. W tym przypadku pojawił się zarzut naruszenia konkurencji dla utrzymania pozycji monopolistycznej. 
      Intuicja także czasem powinna hamować nieprzemyślane rozwiązania.
      W postępowaniu odwoławczym zwraca się z reguły uwagę na autonomię organizacji sportowych i specyfikę sportu. Zgoda, jednakże w racjonalnych granicach. W odniesieniu do omawianego przypadku można oczywiście zauważyć, że okoliczności były szczególne, tym niemniej prawdopodobnie sprawy zaszły zbyt daleko. 

Nastawienie - ważny czynnik funkcjonowania zespołu (każdej struktury organizacyjnej).

      Jak powiedział A. Carnegie, praca zespołowa to zdolność wykonywania zbiorowej pracy dla realizacji wspólnej wizji. W takich warunkach zwykli ludzie są w stanie osiągać niezwykłe wyniki.

      Przesłanie jest jednoznaczne, współdziałanie wyzwala dodatkowy potencjał (bardzo aktualny przykład stanowią wyniki polskich sztafet na lekkoatletycznych ME w Monachium). Gdzie więc kontrowersja?  

      Wspólna wizja tworzy w zespole kluczową wartość, która jednak czasem się zaciera. Co jest tego przyczyną? Z badań nad zespołami (pracowników, sportowców, studentów itp.) wynika, że jest to często brak zaufania lub brak motywacji. Co jest z kolei przyczyną braku skuteczności w wyzwoleniu tych cech? Eksperci twierdzą, że najczęściej jest to kwestia niewłaściwego nastawienia i braku równowagi wewnętrznej w danej strukturze organizacyjnej. 

      Można dostrzec występowanie tego rodzaju zjawisk. Zdarza się, że w letnim oknie transferowym sprowadzonych do klubu zostaje wielu zawodników. Taka sytuacja może zwiększyć rywalizację i faktycznie wzmocnić siłę drużyny. Są też inne opinie. Gary Neville, odnosząc się do sytuacji Manchesteru United w okresie sukcesów Alexa Fergusona, stwierdził, że menadżer uważał, iż w składzie nie są pożądane tak liczne zmiany. Zmiana miała raczej charakter kontynuacji tego, co zostało wcześniej rozpoczęte. Twierdził, że nie rozumie, jak gigantyczne zmiany mogą być czymś, co powoduje rozwój, należy zadbać przede wszystkim o ciągłość i stabilizację. Neville zaznaczył, że tak właśnie było w klubie. 
W odniesieniu do tego pewna dygresja, sytuacja kształtowała się wówczas zupełnie odmiennie niż obecnie, zarówno gdy myślimy o poziomie sportowym klubu jak i obszernych dziś zamierzeniach transferowych, związanych po części z mało trafionymi transferami wcześniejszymi. 

      Jak wybrać właściwą ścieżkę działania? Diego Simeone podkreśla, że „Trzeba pokonywać stopień po stopniu. Jeśli chcemy przeskoczyć cztery stopnie naraz, upadniemy”. Zauważa również, że „Drużyna jest na pierwszym miejscu i nie może stracić równowagi przez indywidualne aspiracje każdego z zawodników”. Ponadto, „Jesteśmy szczęśliwi, gdy uda nam się sprawić, by ludzie, którzy pojawiają się na stadionie, dostrzegali siebie w piłkarzach”. 

      Właściwe nastawienie opiera się na wielu elementach, m.in. takich jak zaangażowanie, odpowiedzialność, optymizm, zaufanie, inspirujące przywództwo, konstruktywna wymiana zdań, komunikacja. Te czynniki (a także jeszcze inne) decydują o tym, czy grupa ludzi jest rzeczywiście zespołem. Wyzwolenie potencjału nastąpić może poprzez wzmocnienie newralgicznych obszarów.

      Nowe rozdanie jest dobrym momentem na wdrożenie zmian. Niesie jednak również możliwość popełnienia wczesnych błędów, które mogą okazać się trudne do odwrócenia. Nawet najlepsze techniki pracy nie przyniosą efektów, gdy będziemy podążali w niewłaściwym kierunku. Nastawienie jest jednym z filarów efektywności, jest też punktem wyjścia (nastawienie do siebie nawzajem, do zadań, do zmian). 

      Tytułem podsumowania, jeszcze jedna myśl Diego Simeone (może nie najlepszy ostatni sezon Atletico Madryt, ale najlepsza dekada w historii klubu), „Najlepszym sposobem na przygotowanie przyszłości jest poprawienie teraźniejszości”. 

      Podkreślałem już kiedyś rolę przywódcy w zespole, w klubie. Nie zawsze formalny status przekłada się na oddziaływanie. Znaczenie takiej osoby jest jednak bardzo duże. Peter Schmeichel na temat roli Aleksa Fergusona powiedział, „Nie znam nikogo, kto miałby ten sam rodzaj determinacji, taki sam pęd, który ma właśnie on, a w dodatku ma on umiejętność przełożenia tych cech na piłkarzy. Jest również porządnym człowiekiem, szczerym i kimś, kto pomoże ci, jeśli masz problem”. 

 

Czy mecz może wpłynąć na sposób bycia?

          Napięcie na twarzach, na koniec łzy trenera i zawodników, nie wyglądały na typowe jedynie dla rywalizacji sportowej.

          Ostatnie dwa lata spowodowały nawarstwienie emocji. Pozytywnych, negatywnych i innych, trudnych do zdefiniowania. Reakcje naszych reprezentantów to obrazują. 

          Wartość zespołu tworzą ludzie. Kamil Glik jest na pewno jednym z czołowych, środkowych obrońców w historii naszej piłki. Splot wielu zdarzeń z okresu kariery i postawa uczyniły go postacią charyzmatyczną. Zestawiając grę Roberta Lewandowskiego na Euro 2012 i w tym meczu, pozwolę sobie na przyjęcie odpowiednio not 6 i 10, obrazujących jak wielkie zmiany nastąpiły w grze znakomitego już wówczas piłkarza. Należy docenić postawę wszystkich naszych zawodników.

          Trener dobrał właściwych ludzi i było to kluczem do sukcesu. Kwestia szczęścia zawsze jest ważna, ale nie decydująca. 

          Nie można pominąć szczególnej atmosfery na trybunach, skupienia na twarzach byłych reprezentantów i widzów. Dzięki temu zwycięstwu wszyscy uwolniliśmy się od ciężkiego balastu.

          Dobrze, że młodzi ludzie mogli obejrzeć taki mecz albo też zobaczyli migawki ze spotkania i nie mniej godne uwagi wypowiedzi pomeczowe. Odbiegające od tego, co niejednokrotnie oglądaliśmy. 

          Obecnie dzieci i młodzi ludzie niezbyt garną się do sportu, nawet jako widzowie. Uprawianie sportu częściej wiąże się z myślą o karierze niż o innych wartościach. Szkoda, gdyż nie każdy ma predyspozycje w kierunku wysokiego wyczynu, a brak szczególnych uzdolnień nie powinien oznaczać rezygnacji. Przy obecnym trybie spędzania czasu, sport jest wartością samą w sobie. Nie chodzi o negowanie potrzeby profesjonalizmu i wysokiego zorganizowania. Różnicę stanowić może przywrócenie naturalnego entuzjazmu. Kwestia stylu bycia, pozytywnych emocji, intensywności życia, wartości, nie mówiąc o względach zdrowotnych, jest najważniejsza. 

          Idziemy krok dalej, może w mniejszych klubach znalezienie adekwatnej drogi powinno wiązać się z oparciem gry na własnych zawodnikach. Nawet kosztem (w pewnych okresach) nieco skromniejszych dokonań. Sprzyjałoby to identyfikacji ze swoją drużyną, z zawodnikami, których grę śledzimy od najmłodszego wieku. 

          Łącząc różne wątki, zwróćmy uwagę na to, ile znaczy dobre przywództwo. W tym meczu ten czynnik wystąpił. Gdyby zabrakło jakiegokolwiek z kluczowych elementów, najprawdopodobniej tego meczu byśmy nie wygrali; należy przyznać, że drużyna szwedzka reprezentuje obecnie wysoki poziom. 

          Temat jest szeroki. Można oczekiwać, że doznania i obserwacje poczynione przez wielu ludzi w różnych miejscach będą miały pozytywne oddziaływanie. Powtórzę jednakże, pod warunkiem utrzymania pozytywnej narracji (i uniknięcia błędów, które występowały w przeszłości).

Twórczy element uzupełniający umiejętności.

      Pewne rozstrzygnięcia wynikają z konieczności i trudno we wszystkich dziedzinach stosować te same zasady. Powszechnie raczej uważa się, że dokonania sportowców i trenerów (rozwiązania taktyczne, strategiczne, ewolucje, figury, zagrywki) nie spełniają przesłanek ochrony prawa autorskiego. Wychodząc z praktycznego punktu widzenia, trzeba się zgodzić, że w odniesieniu do takich elementów trudno stosować ochronę. Łatwiej byłoby zaakceptować jednak inną argumentację aniżeli przedstawiona. Poruszamy się po nieco niepewnym gruncie, z drugiej strony nie jesteśmy obarczeni żadnymi uwarunkowaniami i możemy spojrzeć na zagadnienie z własnej perspektywy. 

      Wątpliwości odnoszą się tak samo do oceny wkładu zawodników w grach zespołowych jak w sportach indywidualnych. Jako przykład można wymienić pojedynki w tenisie ziemnym, w snookerze, w szermierce, także nowatorskie dokonania zawodników dalekowschodnich sztuk walki (indywidualizacja nie tylko w zakresie wyczynu, ale przede wszystkim w sferze wewnętrznej i przesuwania granic własnych możliwości). Oglądając na Igrzyskach Olimpijskich mecze curlingu, widzimy, że jest to gra oparta na umiejętnościach technicznych, ale także próba intelektu, zdolności strategicznych, odporności psychicznej. Ujawnia się twórczy aspekt sportu. Związanie regułami nie wyklucza elementów nowatorskich. Warto podkreślić etykę zawodników (oprócz pewnych momentów wymagających ścisłej analizy, sędziują mecz sami). Wszystko to tworzy niepowtarzalne widowisko (ojczyzną curlingu jest Szkocja, dyscyplina popularna jest m. in. także w Norwegii, Szwecji, Szwajcarii, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, również na dalekim wschodzie). 

      Rzecz charakterystyczna i jednocześnie odnosząca się do wielu przekazów sportowych. Komentatorzy nie mają problemu z zapełnieniem czasu na antenie, rozważając różne warianty, rozwiązania i wybory zawodników. To także pokazuje, ile w grze może być swobody twórczej. Warto zauważyć, że w wielu dziedzinach sam ustalony pomysł, czyli taki, który przybrał wyrażoną postać i miał indywidualną cechę oraz wpływ na całość, umożliwia uzyskanie statusu współtwórcy (prof. R. Markiewicz „Ilustrowane prawo autorskie”). Powtórzmy, trudno chronić dokonania tego rodzaju, o jakich mówimy; temat jednak zasługuje na podkreślenie, docenienie i emocjonalną refleksję. 

      Poświęcając jeszcze kilka zdań rywalizacji na Igrzyskach Olimpijskich, warto wyeksponować walor, polegający na propagowaniu dyscyplin mniej popularnych, takich jak np. właśnie curling, short track, snowboard. Igrzyska są również okazją do poznania i docenienia mniej znanych sportowców. 

      W ich trakcie często obiecujemy sobie, że będziemy te mniej popularne konkurencje dalej oglądali. Tak niestety z reguły się nie dzieje i po czterech latach dziwimy się, dlaczego tego nie zrobiliśmy i znów obiecujemy sobie to samo. Taki mały paradoks. Jeżeli nie pojawią się jakieś większe odchylenia od normy, za cztery lata porozmawiamy o tym samym. 

Analiza krytyczna, odmiennie niż krytykowanie, ułatwi rozwiązywanie problemów.

      Krytyczne myślenie nie jest zabiegiem nastawionym na wykazywanie negatywów, nie powinno być też – jak zaznaczono w tytule – łączone z krytykowaniem. Mówiąc bardzo ogólnie, jest wynikiem przekonania, że coś, co jest utrwalone w długim okresie, nie musi być najlepsze, czyli że np. długotrwałe powielanie metod, procedur, schematów nie przesądza jeszcze o trafności rozwiązań. 

      W opracowaniach z zakresu zarządzania zwraca się uwagę, że obecnie korzystanie z wiedzy posiadanej przez innych, jest istotne jak nigdy dotąd. Przewagę w biznesie zdobywa się dzięki uwzględnianiu dobrych pomysłów. W środowisku dużych zmian i konkurencji, kluczowy imperatyw biznesowy jest taki, że sukces odnoszą podmioty, które reagują twórczo i elastycznie (Daniel Goleman, Inteligencja biznesowa). 

      Instrumentem w zakresie analizy, o której mówimy, może być popularna „burza mózgów”, dyskusja, studium przypadku, dociekanie. Podsumowując, rozwijanie umiejętności krytycznego (również logicznego) myślenia jest ważnym zadaniem; większe kompetencje w tym zakresie zwiększają szanse na trafne decyzje. 

      Odnosząc się w pewnym stopniu jeszcze raz do naukowej analizy krytycznej, trzeba podkreślić celowość pytania o dowody i analizowania adekwatności metod, na których opiera się jakiś sąd. Zwraca się nawet uwagę, że takie podejście jest warunkiem rozwoju nauki. Ma to szersze odniesienie. W rzeczywistości społecznej, gospodarczej, sportowej, edukacyjnej i każdej innej (także politycznej) sądy muszą być niekiedy korygowane. Niezmienne przywiązanie jest wyrazem braku tego rodzaju myślenia, o jakim mówimy. 

Intuicja czy metoda - pytanie między innymi w kontekście UEFA EURO.

      Nie liczy się jakakolwiek metoda, ale metoda właściwa, jej znalezienie nabiera kluczowego znaczenia. Właściwa metoda polega na tym, że się wie co należy zrobić i w sposób odpowiedni się działa. Zachowana zostaje też równowaga między wszystkimi elementami. Znów spoglądamy nie tylko na sport.

      Posuwając się w tym kierunku, odwołajmy się do sposobu postępowania propagowanego na gruncie nauki prawa (M. Zieliński, Wykładnia prawa). Pojawia się dylemat, którą z dwóch zasadniczych metod podejścia do problemu zastosować. Czy będzie to przyglądanie się cudzym działaniom i ich powielanie, czy bardzo wnikliwe badanie istoty zagadnienia i dopiero w oparciu o to dostosowanie działania do ujawnionych cech. Dla zobrazowania tej drugiej, pożądanej zdaniem autora  metody, wymienia on działający na wyobraźnię przykład szlifierza diamentów, który zanim podejmie konkretne czynności, przez długie godziny bada wszystkie aspekty przedmiotu obróbki, wiedząc ile ryzykuje przyjmując niewłaściwą metodę. Przykład stanowi oczywistą zachętę do poszukiwania indywidualnej, skutecznej metody postępowania. Jednocześnie obrazuje rozmiary odpowiedzialności spoczywającej na tym, komu zostało powierzone istotne zadanie. Łącząc opisaną sytuację z przykładem dotyczącym UEFA EURO 2020, warto zauważyć, że wiele warunków wstępnych musi zostać spełnionych, aby warunek wyboru metody właściwej mógł zostać zrealizowany. 

      Sytuacja jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowana. Pozostając w kręgu zagadnień dotyczących sportu, niekoniecznie co prawda musimy zgodzić się z opinią, że „wszystko zaczęło się od sportu” (P. Pilipczuk, Współczesna mitologia coachingu), jednak jest to dziedzina, w której właściwy sposób działania i metoda uwidaczniają się najpełniej w postaci efektów lub odwrotnie, w sposób wręcz niepowtarzalny nie przynoszą rezultatów. Często nie dostrzegamy tego, co najistotniejsze, ale wiele lat żmudnej pracy nad wszystkimi elementami, które mają przynieść ostateczny rezultat zostaje zmarnowanych na skutek tego, że zabrakło elementu decydującego o dokonaniu prawdziwego przeskoku jakościowego. Przyczynowość nie zawsze jest bardzo ewidentna, jednak najczęściej decydujące jest to, co kryje się za poszczególnymi elementami procesu. 

Podsumowanie

Różnorodność w zakresie metod jest źródłem postępu. Nieco upraszczając, żeby dana metoda mogła okazać się skuteczna nie może być sprzeczna z naszą naturą (w szerokim rozumieniu). Kwestia konsekwencji w zakresie stosowania to także ważny temat. 

Research w sporcie.

      Warto przy tej okazji zauważyć, że inny termin – coaching, popularny w biznesie i w wielu dziedzinach, tak naprawdę wywodzi się ze sportu. W latach 70-tych ubiegłego wieku, jeden z trenerów zwiększył efekty pracy z zawodnikami poprzez ciekawe metody motywowania, wspierania i psychicznego wzmacniania, co pozwalało na lepsze wykorzystanie ich możliwości i potencjału. Rozwijało to wcześniejsze pomysły i skłoniło do przemyśleń innych. Do dzisiaj wiele tych metod działa inspirująco. 

      W tłumaczeniu z języka angielskiego, research oznacza badania, analizowanie, dociekanie, jednak nie ulega wątpliwości, że znaczenie tego pojęcia obejmuje jeszcze szerszy zakres, aniżeli tłumaczenie. W pracy nad zagadnieniem, problemem, wykorzystujemy metody, łączące doświadczenia zebrane na kanwie różnych dziedzin, czasem na pozór, dość odległych tematycznie od siebie. Różnorodność i wszechstronność pomagają w uzyskaniu obrazu sytuacji, w której nie powinno być miejsca na marnowanie energii, niedociągnięcia, niedomówienia. Problemy z reguły nie dotyczą rozwiązań, które z całą pewnością z góry można by przyjąć. Wymagane jest znalezienie, na podstawie przeprowadzonych badań, odpowiednich rozwiązań, czyli takich, które nie dość, że np. z prawnego punktu widzenia będą akceptowalne, ale również, a może przede wszystkim, których wdrożenie w konkretnej sytuacji będzie możliwe. Wstępnych założeń jest więcej. Metoda pozwala na doskonalenie procesów, wskazuje środki i narzędzia, które umożliwiają mierzenie się z faktycznymi problemami.  

      Dla przykładu,  w zakresie skautingu mamy do czynienia z wieloma zróżnicowanymi i ważnymi kwestiami. Skauting (ponownie j. ang.) często jest postrzegany nie do końca trafnie, jako oglądanie (oczywiście przez fachowca) dużej liczby meczów, w których skaut potrafi dostrzec utalentowanych, bądź perspektywicznych zawodników. Cel jest oczywiście taki, że klub zatrudniający skauta, będzie miał pożytek z zawodnika w przyszłości. Takie tylko postrzeganie skautingu nie jest wystarczające. Praca skauta na pewno polega w pierwszej kolejności na tym, co zostało wskazane, jednak gdyby skauting miał ograniczać się tylko do oglądania meczów, byłoby to z pewnością zawężenie. Wiele elementów trzeba traktować jako całość, w tym przede wszystkim przyjęcie szerszej odpowiedzialności za rozwój zawodnika. Niezbędna jest bardzo szczegółowa analiza, zarówno w odniesieniu do sportowca jak i zespołu, w którym występuje w danym momencie, a także oczywiście tego, w którym miałby grać w przyszłości. Ten ostatni element trzeba widzieć pod kątem przydatności, jaką zawodnik może wykazać, zakładając dalszy jego rozwój. Koniecznych jest wiele analiz, popartych danymi, informacjami, statystykami. By miały one znaczenie praktyczne, oparte muszą być na bardzo wnikliwej obserwacji aspektów tworzących profil zawodnika. Obok ogólnej wiedzy merytorycznej, pojawiają się elementy dotyczące szczegółów. Oprócz intuicji, niezbędne są konkretne narzędzia, wypracowane metodą prób i błędów oraz poszerzania wiedzy. Koło się zamyka, słowem koło badań, które należą do zbioru (tym razem matematyczne określenie) obejmującego szeroki zakres przedsięwzięć. 

Przedstawiony wycinek problematyki sygnalizuje złożoność wielu innych zagadnień.

Gry z odległej przeszłości - poszukiwanie analogii.

      W wielu aspektach, trudno pozytywnie myśleć o tych niejednokrotnie ciężkich czasach, ale nie można kwestionować, że sport zawsze był źródłem zabawy i przyjemności. Dochodzimy więc do wniosku, że w tym zakresie w sumie niezbyt wiele się zmieniło. Jeszcze dosłownie dwa zdania ogólne na ten temat. Prawie każda dyscyplina sportowa miała swoje korzenie w zabawie, która poprzez atrakcyjną fabułę, potrafiła emocjonalnie zaangażować do tego stopnia, że do niej wracano. Z biegiem czasu poszerzano reguły tej zabawy i tak oto dyscyplina sportowa powstawała. Dla zilustrowania powyższych uwag, warto sięgnąć do kilku przykładów z odległej przeszłości, skupiając się w tym momencie na grach i zabawach z wykorzystaniem piłki. 
      Najstarszą pisaną wzmiankę o zabawie i grze w piłkę znajdujemy w piramidzie z 2500 r. p.n.e. Egipcjanie nie podawali w tekstach hieroglificznych precyzyjnych danych, jednak sądzi się, że gra w piłkę należała do elementów wychowania, a chłopcy realizowali za jej pomocą naturalny pęd do rywalizacji. Dziewczęta również grały w piłkę przy okazjach związanych z kultem. Przechodząc do innego miejsca, warto odnotować, że najstarszy wizerunek piłkarza pochodzi z Chin, jak się uważa kolebki tego sportu, ze zbliżonego okresu historycznego. Około 200 r. p.n.e. znany był w Chinach podręcznik gry w piłkę, wymieniający obok najbardziej zasadniczych naruszeń przepisów, program treningowy, a także ok. 70 typowych zagrań. Gra w piłkę traktowana była w wojsku cesarskim jako powszechna zaprawa wojskowa. Z kolei w starożytnej Japonii, gra w piłkę nożną nazywana „Kemari” uprawiana była głównie na terenach świątynnych i miała znaczenie kultowe. Boiskiem był piaszczysty plac o wymiarach 14m na 14m, na którym gracze w liczbie 4 – 6 starali się jak najdłużej utrzymać piłkę w powietrzu. Przekazy z tego okresu potwierdzają, że piłka spadała na ziemię często dopiero po 300-400 kopnięciach. Tytułem dygresji, warto zauważyć, jak duża jest obecnie sprawność zawodników azjatyckich podczas gry w popularną „siatkonogę”. Trudno powiedzieć, dlaczego samurajowie stali się wielkimi pasjonatami Kemari. Może liczył się duch rywalizacji, a może tylko dobra zabawa. 
      Możemy patrzeć na przedstawione fakty jako na ciekawostkę, ale w jeszcze innym miejscu świata, mianowicie w starożytnej Grecji, piłka była wręcz ćwiczeniem wojskowym albo też zajęciem zalecanym przez lekarzy w celach zdrowotnych. W znanej z surowych reguł Sparcie, grę w piłkę nazywano nawet wojną na piłki i traktowano jako ćwiczenia paramilitarne. Z kolei w wojsku rzymskim, gra o nazwie „harpaston”, przypominała nieco dzisiejsze rugby. Warto dodać, że znacznie później do Anglii i Francji przeniknęły różne formy gier z piłkami, znane wcześniej Grekom i Rzymianom. Jest to już jednak inna historia. 
Kontrast między grą w tamtych czasach i obecnych jest bardzo duży, ale zarówno wtedy jak i obecnie gra w piłkę stanowiła formę zabawy, podnoszenia sprawności, a umiejętności w tej dziedzinie zawsze budziły entuzjazm. 
      Podobnie rzecz ma się, gdy chodzi o inne dyscypliny sportowe. Wniosek jest oczywisty: wiele aspektów uprawiania sportu ma charakter ponadczasowy. Drugi wniosek, jak również realizm, może prowadzić jednak do smutniejszych refleksji. Trudno dziś zwłaszcza nie dostrzegać asymetrii w sposobie spędzania czasu. Ta myśl odnosi się nie tylko do obecnego, trudnego okresu. Wygląda na to, że wiele rzeczy należałoby zacząć budować od nowa.
Nie chcąc ryzykować podejrzenia o naiwność, dodajmy na zakończenie, że chociaż w zdecydowanej większości dostrzegamy, że pewne rzeczy powinny ulec zmianie, w praktyce niezbyt często te zmiany udaje się wprowadzić.     

Na czym polega praca skauta piłkarskiego.

      Zadano mi pytanie, jak wygląda dzień pracy skauta. Śmiało mogę powiedzieć, że każdy dzień różni się od poprzedniego. Od poniedziałku do piątku czas głównie poświęcam na dokonywanie analiz zawodników. W tej pracy liczy się indywidualne podejście do każdego z obserwowanych piłkarzy, jednak często należy mieć na względzie funkcjonowanie zespołu, w którym aktualnie występuje oraz sposób gry zespołu, dla którego w danym momencie szukam zawodnika. W weekendy natomiast czas poświęcam przede wszystkim na oglądaniu zawodników w akcji ligowej, bądź też w meczach towarzyskich, po czym w kontekście interesującego mnie zawodnika sporządzam raport.

      Jeśli chodzi o rozpoczęcie pracy skauta. Na początku przygody skauta, kurs jest naprawdę dobrym rozwiązaniem. W Polsce kursów coraz więcej, są one w dość przystępnych cenach. Warto się nad tym pochylić, można dowiedzieć się podstaw, tego jak to wygląda, na co zwracać uwagę, jak sporządzić raport zawodnika obserwowanego. Sam skorzystałem z kilku kursów, z każdego coś wyniosłem. Następnie można szukać ogłoszeń na wolontariat, staż czy też inną formę do działu skautingu w klubie sportowym. Tak naprawdę, w ostatnim czasie obserwuję, że to wszystko ruszyło, każdy klub szuka, każdy próbuje coś w tym zakresie działać. Krótko mówiąc, skauting powoli staje się modny.

      Na etapie, w którym obecnie jestem, ciężko, by praca skauta była tą jedyną – jest to dla mnie zajęcie dodatkowe, jednak wymagające dużego zaplecza czasowego. Nie chodzi o to, by po prostu wykonać swoją pracę byle jak, analiza musi być szczegółowa, precyzyjna. Jeśli chodzi o zarobki, sam nie otrzymałem tak naprawdę ani złotówki za pracę przy skautingu, jednak mam za to benefity w postaci biletów na mecze, kursów skautingowych oraz możliwość poznawania ludzi którzy pracują na najwyższym poziomie piłkarskim w Polsce, co może tylko zaprocentować.

      Głównie poszukuję zawodników od 10 do 25 roku życia. Ale jeśli chodzi o piłkę seniorską, raczej są to zawodnicy o statusie młodzieżowca, bo takich zawodników szukają kluby. Przepisy dotyczące młodzieżowców na boisku mają na pewno i wady i zalet, tak jest ze wszystkim, jednak w kontekście mojej osoby, stanowi to niejako szczególne wyzwanie. Często przyglądając się rozgrywkom młodzieżowym, można dostrzec wyróżniającego się zawodnika na tle rówieśników, jednak ja jako skaut muszę dokonać odpowiednich czynności, by uzyskać odpowiedź na pytanie: na ile dany zawodnik wniesie coś dobrego w grę zespołu seniorskiego?

      W pracy bazuję również na statystykach, jest to nieuniknione, jednak tu moja rada dla zainteresowanych pracą skauta piłkarskiego. Same statystyki, za którymi nie idzie wnikliwa obserwacja i analiza są zgubne. Na przykład możemy mieć napastnika który strzeli 10 bramek w rundzie, a z tego 9 z rzutów karnych, to wcale nie oznacza że jest dobrym napastnikiem. Jeśli chodzi o niższe ligi czy to seniorskie czy młodzieżowe nie ma nigdzie gotowych statystyk, wszystko przygotowuję sam, żeby tak naprawdę nie szukać w ciemno. Najtrudniejsze, a na pewno najmniej przyjemne jest właśnie sporządzanie statystyk. Jest to bardzo czasochłonne zajęcie, które czasami naprawdę może znudzić. Jeśli chodzi o najprzyjemniejszy element pracy skauta, jest to na pewno oglądanie zawodnika któremu się pomogło, kiedy występujące on już na wyższym poziomie. Jego radość i zadowolenie, płynące z tego, że się mu pomogło w tak zwanym „wybiciu się”,  jest rzeczą bezcenną.

      Rok 2020 był ciężki dla wszystkich branż, również i dla skautingu. Dla porównania w roku 2019 na żywo, z wysokości trybun, obejrzałem 186 meczów, w 2020 r. tylko 68, jednak mam nadzieję, że obecny rok i pod tym względem będzie lepszy. Mam dostęp do meczów, udostępnianych mi przez poszczególne kluby w celu dokonania analizy, jednak nie zastąpi to nigdy wizyty na stadionie.